Zdzisław Beksiński-Świadomy dystans do siebie i świata

Pracownia-Zdzislawa-Beskinskiego-warszawski-Ursynow
Pracownia-Zdzislawa-Beskinskiego-warszawski-Ursynow

Luty to miesiąc Beksińskich. 24 lutego minęła 86. rocznica urodzin znakomitego polskiego malarza Zdzisława Beksińskiego, zaś 21 lutego 20. rocznica jego tragicznej śmierci. 

 

Urodził się w Sanoku, w szanowanej rodzinie i zasłużonej dla miasta rodzinie. Pradziadek artysty był jednym z założycieli i fundatorów Zakładów Kotlarskich, które były kamieniem węgielnym pod słynną Sanocką Fabrykę Autobusów „Autosan”. Trzeba wspomnieć o ojcu chrzestnym artysty, majorze Franciszku Orawcu, bohaterze wojny polsko – bolszewickiej z roku 1919 – 1921, odznaczonym Krzyżem Walecznych za „męstwo i brawurę”, jako dowódca słynnej 4 Kompanii Piechoty. Franciszek Orawiec zginął męczeńsko w Katyniu wiosną 1940 roku. 

Siedemdziesiąt lat później w katastrofie prezydenckiego samolotu zginęła Bronisława Orawiec – Löffler, która wybrała się się tam po raz pierwszy by oddać hołd stryjowi Franciszkowi. Fatum, złe zakręty losu, czy polskie drogi? W wywiadzie dla pisma „Konfrontacje” Zdzisłąw Beksiński tak opowiadał o wojnie: 

– Gdy wybuchła miałem 10 lat. Wydaje mi się, że na filmach, które później oglądałem, wyglądała ona o wiele efektowniej niż w rzeczywistości.

Mały Zdzisław miał jedno marzenie: być wielkim reżyserem filmowym. Ojciec Stanisław, inżynier geodeta, widział w synu architekta i planistę. Nie wyobrażał sobie, że jego dziecko nie pójdzie w ślady przodków: inżynierów, architektów i budowlańców. 

– Mój ojciec, który był pragmatykiem, szybko obliczył, że jako reżyser nie znajdę pracy. Natomiast w kraju zniszczonym przez wojnę na pewno nie grozi mi bezrobocie w zawodzie architekta. Ponieważ byłem posłusznym dzieckiem, posłuchałem ojca i w 1947 roku zdałem egzaminy na Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej. – wspominał Zdzisław Beksiński.

Co ciekawe i może wydać się dziwne Zdzisław Beksiński, dyplomowany architekt, nigdy nie pracował jako projektant. Od deski kreślarskiej wolał „szkolić na budowach trójki murarskie” jak często mawiał z uśmiechem. Z nakazem pracy trafił najpierw na place budowy Krakowa a później Rzeszowa. Po kilku latach powrócił do rodzinnego do Sanoka, gdzie przyjął posadę plastyka – stylisty w dziale głównego konstruktora fabryki „Autosan”. Także w tej dziedzinie Beksiński wykraczał poza swoją szarą epokę. Jego projekty wybiegają w przyszłość, są nowatorskie, ergonomiczne i przewyższają siermiężne rozwiązania socjalistycznych konstruktorów, co nie zawsze podoba się czynnikom partyjnym.

Czas dojrzenia – czas olśnienia… 

Zawsze mawiam i pisuję, że Zdzisław Beksiński to najdojrzalszy polski twórca wielu dziedzin sztuki wrzeźbiony w realizm fantastyczny i zagubiony egzystencjalizm. Twórczość Zdzisława Beksińskiego można literackimi odnośnikami rozkrzyżować między G.G. Marquezem a Francem Kafką, z książkami którego nie rozstawał się do końca życia. Sam Mistrz twierdził jednak stanowczo, że narzucanie mu literackich przeniesień i wizji jest dziełem przypadku.   Podczas studiów zakochuje się w fotografii. Czarno – białe fotogramy Beksińskiego szokowały, zastanawiały i były beczką prochu pod spróchniałym rusztowaniem socjalistycznej poprawności i moralności. Bardzo często Beksiński zaklinał na fotograficznej kliszy związane modelki, zastygłe w embrionalnych pozach. Często były to jedynie detale i zbliżenia fragmentów ciała z których wynurzał się lęk, zagubienie, przestrach lub hedonistyczna chwilowa ucieczka od „beznadziejności dzisiaj”.  Tematyka i sposób ukazania włączyły twórcę w nieformalny nurt „fotografii subiektywnej”. 

Od rzeźby do rysunku – „Wracać i powracać wciąż do samego siebie”

Pasję zaklinania ulotnych chwil na kliszy i papierze fotograficznym dzielił z potrzebą kreacji wizji rzeźbiarskich. Tworzywem nie był kamień, glina, czy brąz. Młody Beksiński tworzy swoje rzeźby z drutu, blachy i metalowych elementów. Realizacja rzeźbiarskich wizji Beksińskiego nie była łatwa. I nie wynikało to z faktu, że ta forma jego twórczej ekspresji i pasji nie budziła zainteresowania. Było wręcz przeciwnie. Jedynym problemem był konflikt między rozmachem wizji twórczej a ograniczeniami przestrzennymi i brakiem ku temu odpowiednich warunków. W 1956 roku powstały pierwsze rzeźby dzięki którym Z. Beksiński wszedł do annałów polskiej sztuki. Mowa o wykonanych w nurcie abstrakcji aluzyjnej słynnych obrazach – reliefach. Było to nowatorskie i ożywcze w sztuce. Dorota Szomko – Osękowska, historyk sztuki związana z sanockim Muzeum Historycznym uważa, że Beksiński wchodząc w dominujący nurt abstrakcji kreował swoje dzieła we właściwy sobie, bo w pełni niezależny sposób: 

„W zbiorach muzealnych znajduje się także kilka metalowych reliefów, korespondujących kompozycyjnie z równocześnie wykonywanymi w latach 60. rysunkami. Prace te przedstawiają ukazane w układzie en face uproszczone twarze, których elementy składowe – oczy, usta i nos, podlegają zwielokrotnieniu. Twórczość abstrakcyjna Beksińskiego, będąca odpowiedzią na zarysowujące się ówcześnie tendencje w sztuce europejskiej, należy do najciekawszych zjawisk rodzącej się wówczas awangardy.”

W rzeźbach łatwo jest dostrzec ich mroczność oraz drapieżność pierwiastków erotycznych. W tym samym czasie co obrazy – reliefy powstają także rysunki artysty. Można śmiało je nazwać dojrzałymi, rysunkowymi szkicami – brudnopisami dojrzałych obrazów twórcy z owym charakterystycznym otwarciem na to „co ukryte i podświadomie wyparte w człowieku”

„To nie ja maluję, to się mnie maluje”

Zdzisław Beksiński nigdy nie był typem „twórcy i niszczyciela” jak choćby Pablo Picasso. Był cichy, skromny, zapatrzony w to, co pozornie dla większości ludzi jest małe i często nieważne. Zza szkieł okularów patrzyły łagodne, delikatnie roześmiane oczy z czającą się na ich dnie tajemnicą.  Kiedy tworzył, nikt i nic się nie liczyło. W jednym z wywiadów Zdzisław Beksiński powiedział: 

„Malowanie moje to nic utylitarnego, nic z moralizowania społeczeństwa, to moja potrzeba tworzenia. Bez malowania, rysowania po prostu nie mogę znaleźć sobie miejsca.”

Zdzisław Beksiński w sposób kategoryczny odrzucał wszelkie próby „malowania na życzenie”. Szczerość, spontaniczność ponad wszystko i akt twórczy! 

Dystans do świata – dystans do siebie…

Zdzisław Beksiński podkreślał do końca swych dni, że „pragnie malować tak jakby chciał fotografować marzenia i sny”.  Jego cykle nazywane przez widzów „Katedrami”, baśniowo – apokaliptyczne „Ukrzyżowania”, czy „Ciała” przerażają i fascynują, wzbudzają niepokój serca i duszy, ale i spełniają rolę oczyszczenia. Warto wspomnieć, że artysta niezwykle cenił obraz Bronisława Wojciecha Linke „Modlitwa zamordowanych”.  W malarstwie pejzażowo – wizyjnym Z. Beksińskiego odnajdziemy bez trudu domieszkę przekory twórcy i jego uśmiech. Jak podkreślał, nie można być „zawsze całkiem serio”. Cechowała go także wielka lękliwość przed światem. Najlepiej czuł się we własnych pracowniach, w Sanoku, albo na warszawskim Ursynowie, gdzie w socrealistycznej płycie blokowej powstawały jego najsłynniejsze prace. 

– Beksiński był zawsze samotnikiem, który ani z ludźmi ani z trendami kulturalnym się nie łączył. Miał małą grupę przyjaciół, z którymi lubił rozmawiać, ale nie mieszał się ani do życia politycznego ani do życia kulturalnego. Jego własna żona wystarczała mu zupełnie jako cały świat. Toteż prawie wcale nie wychodził ze swego maleńkiego mieszkania i choć narzekał stale na ciasnotę to tam czul się najlepiej i najbezpieczniej. Ironia chciała, że właśnie w tym bezpiecznym gnieździe, które nareszcie poszerzył, tak, iż można się było w nim swobodnie poruszać i które obwarował domofonem, kamerą przed wejściem i opancerzonymi drzwiami wejściowymi zginął tragicznie. – wspominał Mariusz Dmochowski, przyjaciel i marchand artysty („Beksiński po robocie”, wywiad dla doop.pl).

W nielicznych wywiadach mówił, że tematy wielkie, historyczne, te okupione krzywdą i nieszczęściem ludzkim onieśmielały go. Monika Skarżyńska w rozmowie ze Zdzisławem Beksińskim dla lubelskiego pisma „Akcent” zanotowała ważne słowa: 

– Panowie twórcy uwielbiają strzelić w Hiroszimę, w Oświęcim lub w coś podobnego, a ja odczuwam dużą niechęć do takich wielkich tematów. Skóra mi się jeży na myśl, że nie podołam takiemu tematowi. Poza tym sądzę, że niepotrzebne mu jest moje malowanie… Kiedy już jednak muszę coś takiego malować, to odczuwam potrzebę, by trochę zafałszować rzeczywistość i zrobić coś takiego, ażeby wyglądało, że to nie jest całkiem serio, że jest tu element dystansu.

Cierpienie, towarzysz każdego dnia…

W opinii osób, które znały osobiście artystę, uczucia nawiedzające go i przemyślenia nie różniły sie od doznań innych ludzi. Bojąc się świata był jednocześnie otwarty na ludzi. Przez wiele lat towarzyszyło mu cierpienie najbliższych. Najpierw przyszła choroba i śmierć Żony. Przez całe życie był świadkiem neurotycznego zachowania i prób samobójczych syna Tomasza (znanego dziennikarza i tłumacza, twórcy kultowych audycji w radiowej „Trójce”). Czy prywatne perypetie i zakręty losu miały wpływ na jego twórczość? Piotr Dmochowski, przyjaciel i marchand artysty twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. Zdzisław Beksiński miał swoje ulubione powiedzenie, mistyczny znak czasów: „Na świecie do coraz gorszego idzie”. Słowa ojca zacytował Tomasz Beksiński w ostatnim felietonie na łamach pisma „Tylko Rock” na niespełna tydzień przed swoją samobójczą śmiercią. 

Fatum ciążące nad rodem Beksińskich przypomina antyczne greckie tragedie. Po śmierci żony, tragicznej śmierci syna także Zdzisław Beksiński dołączył na drugą stronę poznania w dramatycznych okolicznościach. Zmarł 22 lutego 2005 roku na dwa kilka dni przed swoimi 76. Urodzinami. 

Został zamordowany przez dziewiętnastoletniego wówczas Robert K., którego ojciec, matka i siostry od przeprowadzenia się artysty do stolicy pracowali dla niego, wykonując drobne naprawy i sprzątając mieszkanie przy ulicy Sonaty. Zdzisław Beksiński odmówił zabójcy pożyczki pieniędzy i to było motywem mordu. Robert K. w obecności swojego kuzyna zadał malarzowi siedemnaście uderzeń nożem. Zmasakrowane ciało zostało wyniesione na balkon. Łupem bandytów padły dwa aparaty fotograficzne i kilka płyt kompaktowych. Mordercę skazano na 25 lat więzienia. Mimo apelacji obrony sąd I instancji utrzymał wyrok. Znamiennie brzmią słowa Zdzisława Beksińskiego, z jednego z jego ostatnich wywiadów zamieszczonych na portalu twojebieszczady.net :

– Zdaję sobie sprawę z nicości wszelkich naszych poczynań i myśli w stosunku do ogromu wszechświata. I jak tak myślę, staram się przynajmniej znaleźć jakąś pociechę w tym, że to wszystko jest i tak bez znaczenia. Bo już teraz jest tak, jakby mnie w ogóle nie było.

Mistrz wciąż żyje!

Zdzisław Beksiński wciąż żyje. Trwa na wieki na swoich płytach pilśniowych, w obrazach – reliefach, rysunkach i nielicznych fotografiach, które ocalały. Mimo, że odszedł na zawsze na drugą stronę luster, po tym jak dosięgło go siedemnaście ciosów nożem, On wciąż trwa w nas. Jego baśniowo – wizyjny styl okraszony barokową kolorystyką i przepychem symboli i znaczeń zapadł głęboko w dusze tych, którzy choć raz widzieli jego dzieła. 

Zdzisław Beksiński pozostaje wciąż jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych polskich twórców na świecie.  Wierzył w sztukę i olśnienie. Malował to, co mu „samo” wychodziło spod pędzla. Dla widzów jego prace są pełne uniwersalnych przesłań, które odnoszą się do konkretnego odbiorcy i jego percepcji. Patrząc na jego obrazy wydawać się może, że oto mistrz Beksiński mówi spod pokładów farb: 

„Oto patrzysz na rzeczy totalne, na rzeczy tchnące eschatologicznym oddechem bytu, ale tak naprawdę musisz zobaczyć siebie, swoje grzechy zaniechania i odwracanie głowy.” 

Tomasz Wybranowski

24.02.2025 Stockholm

About designermagazine 920 Articles
DESIGNER magazine - Promocja Sztuki, Designu i Kultury Polskiej Na Świecie.

Be the first to comment

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.