
Halina Skroban, artystka z Roztocza żyjąca i tworząca w Rzymie, przygotowuje się do jubileuszowej wystawy ,,Symfonie kolorów” w sercu Wiecznego Miasta. Malarka spotkała się z rodaczkami z Warszawy które w 2023 roku uczestniczyły w wernisażu “Rzym tańczy w błękicie”. Materiał został zrealizowany dla ,DISIGNER magazine” na podstawie rozmowy przeprowadzonej z Artystką w jej Rzymskim atelier. Zapraszamy do przeczytania artykułu oraz do zapoznanie się z twórczością Haliny Skroban.
Przebywających rodaków w Rzymie zapraszamy do odwiedzenia wystawy od 7 do 19 listopada w Palazzo Valentini via Quattro Novembre 119/A przy Placu Weneckim.

Czy pochodzenie z polskiej Toskanii, jak bywa określane Roztocze, w którym zlokalizowany jest urokliwy Susiec, czyli Twoje miejsce w Polsce, o ile można tak mówić, wpływa na treść Twoich dzieł?
Pochodzę z tej części Polski, która znana jest z patriotyzmu i doceniania wartości religijnych, bez których kraj ten nie byłby w miejscu, w którym dziś się znajduje. Przykładem niech będzie wywodzący się stamtąd stary, potężny i zasłużony ród Sapiehów, którego członkowie byli zaangażowani w życie polityczne i religijne Rzeczpospolitej. Kardynał Książę Adam Sapieha był senatorem w II Rzeczpospolitej, on też wyświęcił Karola Wojtyłę na księdza. W czasie II wojny światowej swoją postawą zapisał się jako przywódca polskiego kościoła. Był nieformalnym ambasadorem spraw polskich przy Stolicy Apostolskiej i doradzał papieżowi Piusowi X w sprawach Kościoła polskiego na terenie zaborów. Nie powinno więc dziwić, że w mojej twórczości odwołuję się do nieprzemijających wartości, które symbolicznie winny stanowić swoisty kompas dla człowieka, zwłaszcza, gdy losy kierują w inne rejony świata.
W jakim momencie życia jesteś? Skończyłaś 50 lat, masz troje dorosłych dzieci, pracę zarobkową…
To wspaniały moment mojego życia, przede wszystkim dlatego, że dobrze czuję się sama ze sobą, realizuję swoje pasje, kocham ludzi i siebie oraz adaptuję się do zmieniających okoliczności życia. Dzieci to skarb największy, mają wszystkie dobre serca i mają szczególne miejsce w moim sercu i domu. Każde z dzieci ma swoją drogę i dążę do tego aby możliwie je wspierać ale zarazem przyzwalać na samodzielny rozwój i odkrywanie własnych talentów. Miarą bliskości nie jest bowiem dystans fizyczny ale bliskość serca, dla której żadna odległość nie jest przeszkodą. Stąd wybór miejsc przez każde z dzieci ma służyć rozwojowi ich talentów i spełnianiu siebie, bowiem to czyni człowieka radosnym oraz ubogaconym a zatem gotowym do podejmowania kolejnych wyzwań życiowych. Na aktualnym etapie swojego życia mogę się w pełni koncentrować na tym czym żyję, co mi daje energię, radość, ubogaca – na dbałości o siebie, na spotkaniach z przyjaciółmi, na malarstwie. W ostatnich latach podjęłam różnorodne wyzwania, zarówno osobiste jak i zawodowe, które pokazały mi, że wytrwałość, pokora, powściągliwość oraz wielka uważność w komunikacji, niezależnie do doświadczanych ze strony innych ludzi zachowań czy komunikatów, procentuje. Dobro zawsze zwycięża i daje siłę, zaś słowa mają wielką moc i kształtują rzeczywistość. Mam za sobą uznane w środowisku wystawy i wernisaże. Wspomnę o tej dla mnie szczególnie ważnej emocjonalnie – w 2024 r. odbyła się wystawa moich prac w Zamościu, z którym łączy mnie wyjątkowa więź, tam realizowała naukę w liceum plastycznym. W pamięci zachowałam szczególną rolę nauczyciela histori sztuki którym jest Izabela Cybulska-Winiewicz z Zamościa, jej pomoc w ziszczeniu się moich marzeń była mnie znacząca. Głód rozwoju i pasji tworzenia to codzienność artysty, stąd wsparcie ludzi wrażliwych, aby umożliwić dzielenie się powstającymi, zarówno w radości jak i w trudzie tworzenia dziełami, jest szczególnie ważna i doceniana.

Dlaczego taka artystka jak Ty decyduje się na tak duży wysiłek, jakim jest organizowanie wernisaży/ wystaw, zwłaszcza w różnych krajach?
Z dwóch powodów. Po pierwsze zależy mi na tym, aby moje prace dotarły do jak najszerszego grona odbiorców. Od lat pokazuję w swojej twórczości zarówno nieprzemijające wartości, jak i człowieka z perspektywy jego doświadczeń życiowych. Niejednokrotnie są to postacie zasłużone dla pokoleń, stanowiące symbol nie tylko dla tego pokolenia, w którym sami żyli ale przekazują ponadczasowe wartości, które sobą definiują. To dla mnie ważne. Dla mnie malowanie to sposób przekazu, wyrażania, różnorodne emocje, których słowa nie oddają. Moje malarstwo nie pozwala się zawężać do formatu komercyjnych galerii, natomiast drogą kameralnych wystaw, wernisaży mogę dotrzeć do ludzi, którzy rozumieją, zaciekawiają się przekazem, czy też współbrzmią z moją wrażliwością. Osoby, które pierwszy raz doświadczają mojej twórczości odbierają ją w sposób bardzo emocjonalny, z zaskoczeniem, zdumieniem, nawet z zachwytem, ale są także i tacy, do których nie przemówi ten rodzaj symboli i to też jest w porządku. Uważam, że my w Polsce jesteśmy bardzo kreatywnymi i pracowitymi ludźmi i chciałabym, aby świat to docenił, bo za tym idzie słowiańska energia, nowe inwestycje. Mamy świetnych artystów, wizjonerów i powinniśmy się tym szczycić zarówno w kraju jak i poza krajem. Ja jestem częścią tego środowiska.

Nie wspominając o wcześniejszych wydarzeniach ale co najmniej od czasu wyjątkowej wystawy w 2023 r. ,,Rzym tanczy w błękicie” Twoje życie nabiera dużego tempa, po roku wystawa w Polsce, teraz kolejne w Rzymie …jak to udaje się zdziałać?
Tak to prawda, że dużo się dzieje w moim życiu twórczym co daje wielką radość ale też wymaga ogromnego zaangażowania i ekwilibrystyki. Aktualnie skupiam się na wystawie listopadowej ,,Symfonia kolorów” która odbędzie się w Palazzo Valentini w Rzymie od 7 do 19 listopada, ale już planuję i mam pomysły na kolejne, m.in. w Warszawie. To byłyby dopiero coś wyjątkowego, gdyby zorganizować ją w kolorze żółto – czerwonym tj. w barwach stolicy Polski. Dla mnie jako artystki każda wystawa zmienia życie na lepsze i jest inspiracją dla kolejnych dzieł. Gdyby nie ludzie dobrej woli, nieocenione grono przyjaciół, nie miałabym szansy dotrzeć do tylu nowych odbiorców mojej twórczości. Nie dysponuję bowiem budżetem, który pozwalałby mi na spektakularną promocję mojej osoby, aby tym sposobem otrzymywać propozycje. Jestem poniekąd jak olimpijczyk, cały czas trenuję; niejednokrotnie maluję także nocą, pogłębiam znajomość historii postaci i zdarzeń, pozyskuję nowych przyjaciół. Czasem jestem ogromnie zmęczona, ale staję do sztalugi bo wiem, że przychodzi potem ten piękny czas radości z ukończonego dzieła. Wtedy każdą komórką ciała czuję siłę i dumę z siebie, że dałam radę przełożyć na obraz wrażenia z serca. To jest zawsze moje własne zwycięstwo w codzienności zwykłych obowiązków.


Wystawa czy wernisaż niesie ze sobą szansę na sukces, ale też ryzyko porażki
Gotowa jestem na jedno i drugie. Do tej pory mimo różnorodnych przeszkód finalnie były sukcesy. Co mam do stracenia? Chcę być odbierana jako artystka niezależna, bo sama sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem, idę swoją drogą. Jeśli odniosę sukces – wspaniale, jeśli nie – też będzie to nowe doświadczenie. Jestem dumna, że przez moje obrazy reprezentuję nasz kraj. Nie jestem od tego, aby spełniać oczekiwania innych, dlatego cenię sobie własną niezależność. Każdy ma swoją drogę do przejścia i prawo wyboru. Staram się, jak potrafię najlepiej oddać ducha ojczystego kraju, to sentyment do kraju, z którego wyjechałam jako młoda dziewczyna na studia do Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie i tu zostałam, stale, z dbałością pielęgnując swój talent, z dostosowaniem do poszczególnych etapów i wyzwań mojego życia. A porażki? Jak to w życiu bywają różne; emocjonalne, artystyczne, finansowe, ale każda czegoś uczy i prowadzi gdzieś dalej. A czego nauczy cię sukces? Jeśli masz w sobie pasję to nie masz wyboru, ona cię motywuje, wstajesz i zaczynasz od nowa, bo całą sobą czujesz i wiesz, że to twoja droga.
Miałaś w życiu chwile zwątpienia, gdy myślałaś, że pasja nie wystarczy, żeby dalej malować?
Takie momenty się zdarzają i są naturalne, że byłam tak zmęczona, przejęta hejtem, niezrozumieniem i złością, ale nie poddaję się, muszę malować po prostu, bo to ze mnie samo wypływa, więc maluję by wyrazić to co czuję, dla siebie, dla własnej duszy. Tej miłości nie da się zgasić. A dzięki pracy nad sobą uczę się nie karmić gniewu, złych emocji, nie pielęgnować urazy. Pretensje do innych odbierają nam siłę, a ja nie chcę tracić cennej energii, wolę ją wykorzystać w dobrym celu, do swojego rozwoju, pasji. Teraz cieszę się życiem, każdym dniem. Miewam oczywiście różny humor, zdarza się, że brakuje mi cierpliwości, ale pracuję nad tym. Jestem zdrowa, mam wspaniałe dzieci i ogrom wdzięczności w sobie, to zawsze rozświetla twarz uśmiechem.

Czyli świat stoi przed Tobą otworem?
Międzynarodowy sukces to nie tylko talent. To też logistyka, pieniądze, inwestycje, łut szczęścia. Nie myślę o tym za często, co ma być, to będzie. Mam tu w Rzymie mnóstwo pracy i kocham to miejsce, tu jest mój dom, rodzina, energia. Jednocześnie mam w sobie siłę sprawczą jak każda kobieta i chcę, jak każda z nas, iść po swoje drogą rozwoju a wiek, na szczęście, nie ma tu znaczenia.
01.11.2025 Sztokholm

Leave a Reply