DESIGNER magazine

Z Suwałk do Sztokholmu – muzyczna podróż z duszą – 30 lat Suwalskiego Chóru Kameralnego

Rozmowa z Grzegorzem Bogdanem, dyrygentem Suwalskiego Chóru Kameralnego Viva Musica.
Wywiad przeprowadziła: Beata Laszkowska

Zimny, północny wiatr nie zdołał ostudzić gorących serc i rozśpiewanych głosów. Suwalski Chór Kameralny Viva Musica zawitał do Sztokholmu na zaproszenie Polskiej Misji Katolickiej. Za nimi setki kilometrów, wspólne muzykowanie i niezwykła pasja łącząca pokolenia, budująca mosty między Polakami w kraju i za granicą. O kulisach tej artystycznej podróży, pracy z chórem i sile muzyki rozmawiam z Grzegorzem Bogdanem – założycielem, dyrygentem i sercem zespołu.


Beata Laszkowska: Jak to się stało, że zawitaliście do Sztokholmu? Na czyje zaproszenie przyjechaliście?

Grzegorz Bogdan: Będąc na koncercie w Wilnie, ściśle po zakończeniu naszego śpiewania podszedł do mnie Tomasz Siegrist – dyrygent Polskiej Misji Katolickiej w Sztokholmie, przedstawiał się, powiedział, że podobał mu się nasz występ i chętnie nawiązałby współpracę. Potem kontaktowaliśmy się razem, od rozmowy do rozmowy ustaliliśmy, że chce nas zaprosić do Sztokholmu na koncert, byłoby całkiem fajnie aby pośpiewać wspólnie kolędy. Właśnie w taki sposób pojawiliśmy się na koncercie w Sztokholmie.


Beata: Czy przyjechaliście w pełnym składzie? Ile osób liczy chór?

Grzegorz: Niemal w komplecie – zabrakło tylko dwóch sopranów i dwóch altów. Na co dzień nasz skład to około 26–28 osób.


Beata: Jak długo działa chór i jak długo Ty go prowadzisz?

Grzegorz: Chór powstał jesienią 1996 roku przy Suwalskim Towarzystwie Muzycznym im. Emila Młynarskiego, powstał wspólnie z orkiestrą kameralną, która przestała istnieć po dwóch latach działalności a my koncertujemy do dzisiaj czyli można śmiało powiedzieć “trzydzieści lat minęło”. Jestem pomysłodawcą powstania i pierwszym dyrygentem. Pracuję z chórem do dnia dzisiejszego. Od roku zespołem dyryguje też mój syn Bartek, który po studiach wrócił na Suwalszczyznę i to może w przyszłości on przejmie zespół.


Beata: Widziałam, że również śpiewasz w chórze. Czujesz się bardziej dyrygentem czy chórzystą?

Grzegorz: Dyrygent to z pewnością pasja ale też zawód, który wykonuję. Nie jest to łatwa profesja, wymaga ciągłego zaangażowania i aktywności na sto procent. To ciągłe łączenie nauczyciela i artysty w jednej osobie. Nie da się w żaden sposób tego rozgraniczyć. Jest to możliwe do pogodzenia pod jednym warunkiem, trzeba to kochać i w tej niełatwej miłości znaleźć drogę dotarcia ze swoim przekazem artystycznym do innych ludzi, w tym przypadku chórzystów. Jeśli chodzi o moje śpiewanie w chórze, to w pewnym sensie jest to odskocznia od dyrygowania i powrót do dawnym czasów, kiedy sam śpiewałem w chórach akademickich. Właściwie do tej pory czynnie śpiewam w Zespole Kameralnym “Qapella”. To również daje mi wielką satysfakcję, zwłaszcza że śpiewam pod “ręką” własnego Syna.


Beata: Czy członkowie chóru to profesjonaliści? Czy z każdego da się zrobić chórzystę?

Grzegorz: Nie jesteśmy chórem zawodowym czyli nie utrzymujemy się ze śpiewania, co nie znaczy, że staramy się utrzymać naszego zespołu na pewnym poziomie artystycznym, mam nadzieją, że czasami się nam to udaje. Do zespołu trafiają różne osoby, czasami są to uczniowie, bądź dawni uczniowie szkół muzycznych ale nie tylko, chórzyści to pełna gama różnych profesji. Przez prawie trzydzieści lat naszego istnienia dzisiaj nasi chórzyści to lekarz, prawnicy, biznesmeni, urzędnicy ale też siostry zakonne, zakonnicy czy księża. Można śmiało powiedzieć, że chór stał się kuźnią talentów i powołań. Czyli każdy śpiewać może…a życie pokazuje, że nawet powinien.


Beata: Co jest ważniejsze – pasja czy talent?

Grzegorz: Myślę, że pasja i talent uzupełniają się wzajemnie. Talent bez pasji szybko gaśnie a pasja bez talentu nigdy nie osiągnie zamierzonym efektów. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, czy z każdego człowieka da się zrobić chórzystę….myślę, że aby śpiewać w chórze trzeba spełnić kilka wymogów. Przede wszystkim to chęci i determinacja. Trzeba też pamiętać o odrobinie słuchu muzycznego i chyba to wszystko. Potem pozostaje odrobina praca i współpracy z pozostałymi śpiewakami i to w zasadzie tyle.


Beata: Zawsze chciałeś być dyrygentem?

Grzegorz: Odpowiadając na to pytanie powiem coś bardzo osobistego. Będąc młodym człowiekiem nie znosiłem muzyki chóralnej. Mój, świętej pamięci Tata, często śpiewał ale też opowiadał, ile radości dawało mu śpiewanie w chórze reprezentacyjnym Zespołu Wojska Polskiego. Nie do końca wierzyłem w to co mówił, aż tu po kilku latach dotknął mnie “wirus chóralistyki” i sam zacząłem kształcić się w tym kierunku. Doświadczyłem tej wielkiej radości śpiewania chóralnego i prowadzenia zespołów i robię to do dzisiaj.


Beata: A jak się jest takim charyzmatycznym przywódcą, takim mistrzem, to po tylu latach można mieć jeszcze swoje autorytety w zawodzie?


Grzegorz: Nie sądzę bym był charyzmatycznym dyrygentem ale cieszę się, że tak odbierasz moją pracę z zespołem. Od początku swojej działalności artystycznej wyznaję dwie zasady, których starał się trzymać. Pierwsza to prawdziwość muzycznego przekazu, druga to szacunek do każdego z Chórzystów. Mówiąc o szacunku, nie mam na myśli zagłaskiwania każdego ze śpiewaków. Podczas prób zdarzają się różne sytuacje zarówno te miłe, gdzie wszystko wychodzi i składa się w całość, są też niestety chwile okupione ciężką pracą, gdzie pojawiają się emocje. Ważne aby mieć świadomość, że mój zespół i ja żyjemy w “muzycznej symbiozie” i każdy jest tak samo ważny. Podsumowując, sprowadza się to właściwie do jednego aby swoją pasją podzielić się z Chórzystami i jeśli się to czasami nam udaje to z pewnością słychać na koncertach.
Odnośnie autorytetów…to nigdy się nad nimi nie zastanawiałem, bardziej od nich inspiruje mnie brzmienie zespołu i nad tym się zawsze skupiałem. Bardzo cenię sobie sposób śpiewania oraz brzmienie zespołów angielskich, estońskich, łotewskich i skandynawskich, w tym również szwedzkich. Brzmienie zespołów pochodzących z tych krajów cechuje niezwykle szlachetne brzmienie oraz lekkość wykonywanych utworów, ten model śpiewania zawsze mnie inspirował i staram się aby wprowadzać go w swoim zespole.


Beata: Jakie są wasze największe osoagmiecia?

Grzegorz: Odnośnie sukcesów… na początku naszej działalności czyli dwa lata po zawiązaniu zespołu uczestniczyliśmy w konkursach i odnosiliśmy w nich sukcesy. Ta droga artystycznej działalności nigdy nie była mi bliska. Uganianie się za konkursami to w moim odczuciu udowadnianie sobie i zespołowi chwilowej wartości i leczenie jakiś kompleksów. Jest tyle ciekawych artystycznych możliwości aby rozwijać zespół i nie koniecznie muszą to być konkursy. Czasami zdarza się nam podjąć takie wyzwanie. Ostatnim konkursem, w którym uczestniczyliśmy był Konkurs Chóralny w tureckim Channakale w roku 2019 gdzie zdobyliśmy III nagrodę. Pragnę jednak podkreślić, że nigdy nie był i nie jest nasz główny cel artystycznej działalności, bardziej interesuje nas udział w koncertach, festiwalach czy różnorodnych projektach muzycznych, których przez lata nazbierało się trochę.


Beata: Zbliża się wasze 30-lecie, jak zamierzacie je świętować, czy coś specjalnego przygotowaliście z tej okazji?

Grzegorz: Przyszły rok to jest ważna data w historii zespołu. Mija 30 lat od chwili, kiedy pierwszy raz Suwalski Chór Kameralny wyszedł na sceną i podzielił się z widzami swoją wizją chóralnego śpiewania. Jubileusz zobowiązuje…chcemy w przyszłym roku zorganizować wydarzenie artystyczne pod nazwą “Trzydzieści lat minęło! Rok z Suwalskim Chórem Kameralnym “Viva Musica” Nasze jubileuszowe świętowanie będzie polegało na zaprezentowaniu słuchaczom koncertów, które przez lata stały się naszym udziałem. Rozpoczniemy koncertem noworocznym, następnie zaprezentujemy “Psalmy dla Niezłomnych” oraz Misterium pasyjne “Via dolorosa”, kolejno zabrzmi koncert pieśni afrykańskich, jesienią zaprezentujemy koncert utworów do młodzieńczych wierszy Stanisława Lema zatytułowanym “LEMoniada”. Kulminacją naszego świętowania będzie oratorium G.F. Haendla “Mesjasz” a nasz jubileusz zakończymy kolędowaniem.


Beata: Jakieś jeszcze wspólne plany z naszym sztokholmskim chorem?

Grzegorz: Podróż do Sztokholmu okazała się podróżą do Przyjaciół! Tak odbieramy nasz pobyt w stolicy Szwecji. Poznaliśmy fantastycznych, gościnnych i serdecznych ludzi i chcemy, mam nadzieję, że z wzajemnością, kontynuować naszą znajomość. Wymiernym jej efektem będzie nasze spotkanie na Suwalszczyźnie w czerwcu tego roku, gdzie wspólnie spędzimy kilka dni śpiewając i poznając uroki naszej pięknej Suwalszczyzny! Mam nadzieję, że to dopiero początek i najlepsze jeszcze przed nami.


Beata: A jak lubisz spędzać wolny czas czy jest to związane z muzyką?

Grzegorz: Mój wolny czas to towar niezwykle deficytowy ale kiedy się pojawi spędzam go z moją fantastyczną Rodziną! To właśnie moja Rodzina była i jest moim największym sukcesem i miejscem gdzie jest mi po prostu, tak zwyczajnie po ludzku, dobrze. Bardzo lubię spędzać czas i pracować w ogrodzie. To czasami ciężka praca ale pozwala zrelaksować się i odpocząć.


Dziękuję za rozmowę. Beata Laszkowska

06.06.2025 Sztokholm

Exit mobile version