Fragment książki Rafała Stachyry „Naturalny świat” zatytułowany „Świetlisty umysł” to klejnot, w którym autor kreśli obraz duchowego spotkania na granicy świata ziemskiego i sfery wyższej świadomości. Z niezwykłą czułością i szlachetną prostotą przedstawia relację bohatera z Różą — istotą emanującą wewnętrznym światłem, mądrością i boską delikatnością.
W tej krótkiej scenie rozgrywa się coś więcej niż rozmowa. Spotkanie z Różą staje się mistycznym przeżyciem – symboliczną podróżą w głąb istoty rzeczy, w której duchowe piękno, mądrość i czystość splatają się w doskonałą całość. Róża jawi się tutaj jako istota niemal boska – ucieleśnienie mądrości, światła, czystości i kreatywnej mocy. W interpretacji Rafała Stachyry nie jest tylko kobietą. To archetyp: przewodniczka duszy, uosobienie najwyższej harmonii, duchowa muza. Jej „świetlisty umysł” to nie intelekt akademicki, ale mądrość płynąca z głębokiego zrozumienia istnienia. Narrator doświadcza przy niej przebudzenia – odkrywa nowy sens życia, odczuwa wzrost własnej wartości i zaczyna widzieć świat w świetle nadziei.
Wzruszająco przedstawione są marzenia Róży: o życiu w naturalnym domu, wśród ogrodów, pośród ludzi, którzy tworzą rzeczywistość świadomie i z miłością. Najbardziej przejmujące jednak okazuje się jej pragnienie: spotkanie mężczyzny-stwórcy, który stanie się dla niej duchowym partnerem, a ich relacja stanie się nie tylko miłością, ale i wspólnym aktem kreacji życia.
Fragment „Świetlisty umysł” czyta się jak modlitwę lub medytację – bez patosu, za to z wielką autentycznością. Całość przesycona jest delikatnością, czystym zachwytem i głęboką wiarą w możliwość stworzenia „raju na ziemi”
„Świetlisty umysł” to fragment o niezwykłej sile emocjonalnej i duchowej. Rafał Stachyra zaprasza czytelnika do zanurzenia się w świecie, gdzie piękno nie jest powierzchowne, lecz wypływa z głębi duszy. To opowieść o tym, że prawdziwe szczęście zaczyna się od wewnętrznego światła — i od odwagi, by marzyć.
Wyobraź sobie krainę bez bólu. Bez głodu. Bez pośpiechu i zmęczenia. Miejsce, gdzie żyją piękni ludzie, rozłożyste dęby szumią łagodnie nad głową, a wystarczy jedno jabłko, by sycić się przez dwa dni.
Czy naprawdę chciałbyś tam zostać?. W swojej opowieści „Naturalny świat” Rafał Stachyra maluje właśnie taki pejzaż. Raj pachnący spokojem, prostotą… i magicznymi gruszkami. A jednak – gdy zamknęłam książkę – zostało we mnie coś więcej niż zachwyt. Bo czy świat bez cierpienia to rzeczywiście raj?. Czy może raczej subtelna forma ucieczki przed tym, co niewygodne, trudne, a przez to – autentyczne?
Główny bohater – imiennik autora, Rafał – znużony i wypalony rzeczywistością, trafia do świata równoległego. W nowej osadzie nie ma krzyków, deadline’ów, kredytów ani pogoni za czymkolwiek.
Domy z wikliny i gliny powstają w jeden dzień. Bambusowe rury niosą czystą, żywą wodę.
Brzmi jak sen? I chyba nim właśnie jest. Pod baśniową warstwą utopii Rafał Stachyra zadaje jednak pytanie znacznie głębsze: Czy pragniemy doskonałości… czy może raczej – ulgi? Chwili oddechu od własnych niedoskonałości?
Dla mnie prawdziwa siła tej opowieści nie leży w opisach idyllicznego świata. Najbardziej porusza to, co dzieje się w sercu bohatera. Bo nawet w raju można się zgubić, jeśli niesiesz ze sobą ciężar niezaleczonych ran.
28.04.2025
Stockholm

