June 19, 2021

MOJE KORZENIE/ Mariola Sternahl

10 min read

 

Z Mariolą Sternahl –  autorką i tłumaczem  książek,  pasjonatką  literatury  – rozmawiamy o dzieciństwie i znaczeniu w jej życiu słowa „MAMA”.

Y P:  Witam Cię. Znamy się już na tyle długo,  że dzisiaj mogę zadać  kilka pytań dotyczących Twojego życia prywatnego. Od wielu lat jesteś daleko od swojej mamy. Czy więź łącząca Was jest mocna, czy wraz z upływem lat osłabła? 

Mariola Sternahl: W zasadzie moje dzieciństwo, młodość i życie obracają się wokół jednego słowa: mama. Myślę, że pomimo odległości, która nas rozdzieliła, tak naprawdę, na zawsze, jesteśmy sobie tak bliskie, jak tylko matka z dzieckiem być potrafią. 

Każda matka wie, że więź łącząca ją z dzieckiem, jest czymś najwspanialszym na świecie; czymś nierozerwalnym i trwającym, aż po wiek wieków. Nie ma początku ani końca, a jej pochodzenie tkwi w cząsteczce boskiej. 

Zaczynając jednak od początku. Przyszłam na świat jako jedyna i ukochana córeczka mojej mamy, i do dzisiaj w każdej sekundzie mojego życia odczuwam tę miłość w sercu, i to przeogromne wsparcie płynące w moją stronę, obojętne, czy ONA w danym momencie jest na końcu świata, czy obok mnie. 

Y.P. Wiem, że Wasza historia jest skomplikowana, a Twoja mama to taki kolorowy ptak. Kilka lat temu próbowałam ją odwiedzić, ale niestety nie doszło do tego spotkania. Czego bardzo żałuję. 

Mariola Sternahl: Masz rację, nasza historia jest faktycznie skomplikowana. Najpierw żyłyśmy sobie spokojnie w małym miasteczku, w którym się urodziłam, w Lubinie. Niestety to był krótki epizod, bo moja rodzina przeniosła się za chlebem do pięknego Krakowa, do wspaniałego domu rodzinnego wybudowanego rękoma moich pradziadków i dziadków. Nie będę ukrywać, że i ja dołożyłam malutką cegiełkę do tej budowy. Serio. 

Moja mama będąc w ciąży wynosiła piękny parkiet dębowy na najwyższe piętro, no więc jak widać brałam czynny udział w powstawaniu tego wspaniałego miejsca, jakim jest nasz dom rodzinny. 

Y.P. Jaka była droga zawodowa mamy i co sprawiło, że jest dla Ciebie taką inspiracją? 

Mama z zawodu fryzjerka i krawcowa – tak, dwa w jednym, dzięki swoim niezwykłym uzdolnieniom w tych kierunkach, została przyjęta do pracy w Krakowskiej Telewizji na Krzemionkach, gdzie pracowała jako charakteryzatorka. Miała do czynienia z takimi wielkimi nazwiskami jak: Anna Dymna, Jerzy Stuhr, Zbigniew Wodecki, Bruno Miecugow, Leszek Mazan, Bronisław Cieślak, Bogdan Klich, Bogusław Linda, Tadeusz Kwinta, Skaldowie, Daniel Olbrychski, Violetta Villas, Jacek Wójcicki, Ewa Bem i wielu innych. Najbardziej znana mieszkańcom Krakowa i regionu jest Kronika, popularnie nazywana Kroniką Krakowską, obecna na antenie od roku 1966. 

W tamtych czasach  również Teatr Telewizji posiadał  inną rangę aniżeli dzisiaj. Należał bowiem  do najpopularniejszych widowisk telewizyjnych, a pierwsze przedstawienia były przeniesieniem ze scen krakowskich teatrów i emitowane na żywo. W latach 60 i 70-tych zrealizowano m. in. takie tytuły, jak: Wassa Żeleznowa, Maksyma Gorkiego, Gracze Mikołaja Gogola, Warszawianka Stanisława Wyspiańskiego. Ranga krakowskiego teatru była ogromna. Wpływ na nią mieli zarówno wielcy twórcy teatralni i telewizyjni – Konrad Swinarski, Tadeusz Kantor, Jerzy Jarocki, Józef Szajna – jak również ogromny potencjał krakowskiego środowiska kulturalnego.

W sferze rozrywki TV Kraków także bazowała na bogatym zapleczu artystycznym Krakowa. Przykładem tego może być Spotkanie z Balladą – program rozrywkowy Michała Bobrowskiego, pod redakcją Marii Miodunki.

To w tym środowisku obracała się przez kilka lat moja mama, a ja wraz z nią. Jak widzisz to środowisko nie pozostawiło mnie obojętną na kulturę, sztukę i literaturę. 

Y.P. Jaki wpływ miała na Ciebie praca mamy w Telewizji na Krzemionkach? Przecież to od lat sześćdziesiątych minionego wieku jedna z najbardziej renomowanych TV w Polsce? Jesteś dumna z osiągnięć mamy?  

Mariola Sternahl:  Oczywiście. I to bardzo. Telewizja Kraków jest uznaną w mediach marką. Na  bogaty dorobek stacji pracowało przez te długie lata wiele osób: reżyserów, operatorów, redaktorów, artystów, ludzi tzw. drugiego planu, ale też pracowników administracji. Efekty tej pracy zawierają archiwa Telewizji Kraków, w których z pewnością znaleźć można nazwisko Marii Marcinek. Wieloletniego pracownika Telewizji na Krzemionkach, w pionie księgowości, a zarazem mojej przyszywanej cioci. Pomiędzy moją mamą, a ciocią Marią nawiązała się prawdziwa przyjaźń, trwająca wiele długich lat. 

Y.P. Czy i Ty jesteś jakoś emocjonalnie związana z tym miejscem, Mama – rozumiem, ale Ty miałaś wtedy, o ile dobrze liczę nie więcej niż cztery lata. Co z tego rozumiałaś? 

Mariola Sternahl: Jestem i to nawet bardzo. Przez kilka lat zimą jak i latem codziennie wędrowałam z moją mama rano pod tę wielką górę. W tamtych okolicach mieściło się moje przedszkole Dworek na Krzemionkach. Wspomnienia z tamtego okresu, to  szczęśliwe dzieciństwo, roześmiana od rana do wieczora twarz mamy i piękne pejzaże. Tak, w mojej pamięci zakotwiczyły się na dobre widoki Parku Bednarskiego i tej niezwykłej panoramy Krakowa, którą mogłam obserwować dzięki mamie i ciotce Marii z najwyższych pięter TV na Krzemionkach. To jedna z najpiękniejszych lokalizacji w kraju – na wzgórzu, z panoramą miasta i okolic – stąd widać Wawel, Kopce, kościoły, ale i dymiące kominy przemysłowego Krakowa. 

Codziennie spędzałam wiele godzin na terenie Ośrodka TV Krzemionki, czekając na mamę. Programy telewizyjne mają to do siebie, że odbywają się nie tylko w godzinach pracy przedszkola. Jednak nigdy nie narzekałam na nudę. Już jako czterolatka potrafiłam sobie zagospodarować wspaniale czas, a życzliwość wszystkich osób, z którymi pracowała moja mama ułatwiała całą sprawę. Byliśmy, jak jedna wielka rodzina, pomimo, że niektórych widziałam tylko przez kilka godzin w moim życiu. 

Począwszy od portierni, przez bar i restaurację, charakteryzatornię, przymierzalnię kostiumów, którą kochałam, aż po najwyższe piętra, z których roztaczał się niesamowity widok na ukochany Kraków i na moje przedszkole, znałam każdy zakamarek w budynku i wokół niego. 

Dobrze pamiętam również zakazy i miejsca do których nie wolno mi było absolutnie i pod żadnym pozorem wchodzić. Do takich miejsc należało między innymi STUDIO NAGRAŃ z czerwonym napisem nad drzwiami: Nagranie – WSTĘP WZBRONIONY. Do dzisiaj śnię o tym czerwonym neonie, który tak kusił, ach jak kusił. 

Y.P. Jak więc doszło do tego, że wyjechałyście do Austrii? 

Mariola Sternahl:  Moja mama śniła swój sen o  wolności, o której w latach siedemdziesiątych można było tylko pomarzyć, a i w jej życiu prywatnym nie wszystko układało się tak jakby sobie tego życzyła. Z tego też powodu, podjęła decyzję o emigracji do Austrii. Muszę dodać, że w tamtych czasach należało to raczej do karkołomnych przedsięwzięć. 

Mamie w końcu się udało, ale to materiał na oddzielny wywiad. Realia PRL-u jakże odmienne od świata, w którym żyjemy obecnie. Ciężko wyobrazić sobie, że  wcale nie było to tak dawno temu. 

Tak, w wieku sześciu lat znalazłam się w Wiedniu, gdzie rozpoczęłam naukę w austriackiej szkole podstawowej. Dodam, że jako dziecko nie znałam ani słowa po niemiecku. Z dużym wsparciem mojej mamy i pedagogów udało mi się stosunkowo szybko zaadaptować w nowych warunkach. 

Moje życie z mamą wspominam jako jeden z najpiękniejszych naszych okresów. Mama uwielbiała zwiedzać, a przecież wszyscy wiemy,  że Wiedeń to metropolia przepełniona zabytkami i historią. 

Y.P. Opowiedz nam o kilku wrażeniach, odczuciach i miejscach w Wiedniu, które wyjątkowo zapadły w Twojej pamięci. 

Mariola Sternahl:  Każdy weekend pełen był atrakcji, a my coraz bardziej zakochiwałyśmy się w tym wyjątkowym i tętniącym życiem, praktycznie całego świata, mieście. 

W tamtych latach  w Wiedniu mieszały się kultury,  nie tylko z naszego kontynentu, ale również i spoza Europy. Z tego powodu miasto było bardzo barwne i tętniące życiem w każdym zakątku. Ta wielokulturowość pozostała do dzisiaj. Niestety  nie w każdym kraju tak było. 

Kilka razy odwiedzałyśmy Schoenbrunn z jego przepięknymi alejami spacerowymi, Zoo, Muzeum Sisi, a także Hiszpańską Dworską Szkołą Jazdy.  Pałac bezsprzecznie należy do jednego z największych kompleksów pałacowych w Europie. Dziś, ze względu na historyczne znaczenie, wyjątkowy park oraz imponująca aranżacja przestrzeni należy do Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Majestatyczność budowli i ogrodów napełniała nas tak wielkim podziwem, że godzinami po   takim spacerze potrafiłyśmy rozmawiać o przepięknej Cesarzowej Elżbiecie. Kobiecie wyjątkowej urody, charyzmy i  niewątpliwie, jak na tamte czasy, postaci  posiadającej odważne poglądy i dążenia. 

Spójrzmy, chociażby tylko na Jej ucieczkę w świat kultu piękności, manię utrzymania szczupłej sylwetki i  wysublimowaną poezję, której jest autorką. To tylko kilka ciekawostek z Muzeum Sisi, w którym podążamy śladami najsławniejszej cesarzowej Austrii począwszy od czasów młodzieńczych w Bawarii, poprzez burzliwą historię zapoznania i poślubienia cesarza Franciszka Józefa, aż po Jej tragiczną śmierć w Genewie. 

 Często te wędrówki prowadziły nas w kierunku sławnego na całym świecie Parku Rozrywki  PRATER, albo do Biblioteki Narodowej w Hofburgu, w której oprócz słynnej Sali Paradnej znajdują się cztery muzea, dział badań naukowych, archiwum obrazów i grafiki, dział map, a nawet muzeum globusów. 

Tamten okres w moim życiu, to było poznawanie, uczenie się i wręcz przenikanie kulturą Austrii i mentalnością  tego kraju. 

Y.P. Masz jakieś kulinarne wspomnienia z tamtego okresu?

Mariola Sternahl:  Moja mama jest wybitnym smakoszem kawy. Z pewnością po niej odziedziczyłam miłość do tego trunku, a  Wiedeń jest znany ze słynnej Wiener Melange, podawanej w białej porcelanowej filiżance, na srebrnej tacy, ze szklaneczką wody mineralnej. W zasadzie to sposób serwowania Kleiner Brauner,  a więc małej czarnej, ale moja mama zawsze zamawiała Wiener Melange i szklaneczkę wody. No więc podawano jej taki właśnie zestaw. Dla mnie zazwyczaj zamawiała w tamtych czasach gorącą czekoladę, podawaną w różnych wariacjach smakowych,   przepyszne ciasta, lody, ale nic nie jest w stanie konkurować z wybornymi Palatschinken czyli naszymi naleśnikami z marmoladą morelową lub Marillenknoedel (knedle z morelami) posypanych zmielonym makiem z cukrem pudrem. 

Y.P. Co zadecydowało o Twoim powrocie do Polski? 

Mariola Sternahl:  Któregoś pięknego dnia musiałam powrócić do Polski, do Krakowa. Mama została w Wiedniu, gdzie żyje nieprzerwanie od ponad 45 lat, do dzisiaj. A co zadecydowało o takiej decyzji? To chyba najbardziej skomplikowana część tej historii. Dominującym czynnikiem była sytuacja rodzinna. 

Więcej o tej historii znajdziecie w mojej najnowszej książce z cyklu Ocean uczuć, mojej najbardziej osobistej powieści. Na razie ukazała się część pierwsza, ale jeszcze w tym roku ukaże się część druga.

Część druga Oceanu uczuć, to  beletrystyczna powieść obyczajowa, przepełniona wielkimi uczuciami. Nie bez powodu część ta ma tytuł Najpiękniejszy romans świata. Natomiast część 1. zatytułowana I tak rozpoczęło się poszukiwanie prawdy, to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Książka ta bardzo szybko stała się hitem lata 2020 i okrzyknięta bestsellerem miesiąca. 

Y.P Gratuluję! 

Y.P. Powiesz nam, czym Wiedeń skradł Twoje serce?

Mariola Sternahl:  Niezwykłą symbiozą historii, kultury i tradycji, a wszystko to w połączeniu z serdecznością mieszkańców, wspaniałą kuchnią i umiłowaniem pięknej strony życia, sprawiło, że na zawsze pozostanie w moim sercu.  

Tak jeżdżę od wielu lat tam i z powrotem. Teraz niestety bardzo ubolewam, ponieważ przez obecną sytuację na świecie, odłożyłam wszystkie podróże na czas spokoju.

W zasadzie serce mam w dwóch miejscach: w domu rodzinnym w Krakowie i w Wiedniu obok mamy. Postaci tak barwnej, kolorowej, jak piękny ptak, a tak bardzo doświadczonej przez życie. 

Y.P. Mama, Twoja mama, jakbyś ją opisała w kilku zdaniach…  

Mariola Sternahl:  Polka, piękna kobieta, która w latach siedemdziesiątych spakowała walizki, wzięła pięcioletnią córeczkę za rękę i wyszła z domu, aby tu nigdy więcej nie powrócić. W torebce miała paszport, z trudem zdobyte szylingi austriackie i numer telefonu do znajomych, którzy mieli na nią czekać na dworcu w Wiedniu. Wyruszyła w podróż, która na zawsze odmieniła jej życie, a najważniejszym mottem było, jest i zawsze będzie ‘Szczęście  córki.  

Różnie z tym szczęściem bywało, ale dzięki sile, która tkwi w historii rodzinnej i w jej korzeniach, wiem, że mama codziennie wstaje i czerpie siłę z mojego życia w Polsce, a ja z jej życia w Austrii. Moja mama – moje serce bije i dla niej, a moim największym niespełnionym do tej pory marzeniem, jest życie w Wiedniu z moją rodziną,  obok mojej mamy. I jeszcze, aby tylko udało się przenieść tam ukochany dom z Krakowa. 

Dziękuję serdecznie za tak osobiste przekazy z przekroju życia. Życzę Tobie takich ludzi, którzy tak jak Ty, chcą pisać i LITERA’lnie tworzyć lepszy świat. Yvette Poplawska, ‘Międzynarodowe Stowarzyszenie Artystów Autorów Dziennikarzy Prawników Virtualia ART. 8.03.2021. Belgia. 

Fotografie z albumów prywatnych pisarki, poetki, ART’ystki. 


Prosimy o zapoznanie się ze stronami www:

MST – Emeste

Manufaktura Szczęścia Twórczego

Mariola Sternahl

ms@emeste.eu     www.emeste.eu        www.emeste.pl

Facebook : Mariola Sternahl

Facebook:  Mariola Sternahl Fanpage

Facebook:  Mariola Sternahl Manufaktura Szczęścia Twórczego – MST
Strona autorska: www.emeste.pl

Blog książkowy:  Manufaktura Szczęścia Twórczego MST www.emeste.eu

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: