July 27, 2021

KICK/ Daj rybkom jeść… Hanna Grosfeld- Buda

9 min read
Gustav Klimt, “Las iglasty’, olej, 1909

“Daj rybkom jeść, proszę.”- szybko wysłała jeszcze appa stojąc przed ostatnimi światłami dzielącymi ją od budynku, w którym za chwilę miała dać umówiony wywiad. 

Chciała napisać: ” kochanie”…ale się powstrzymała. Po raz kolejny…

Miała mały staw w ogrodzie, a rybki przywykły już do jej punktualności. Podpływały nawet całą grupą w niemym oczekiwaniu, kiedy tylko rozsuwała drzwi wychodzące na taras. 

Damian został sam w jej dużym, gościnnym domu. 

“Dobrze – odpisał – poczekam na Ciebie i zjemy razem. Zrobię sałatkę.” 

I do tego uśmiechnięte ikonki. Ona też się do nich uśmiechnęła…a może do tej sałatki? A może do tych storczyków wodnych, które dziwnym trafem rozkwitały w jej ogrodzie zawsze, kiedy  przyjeżdżał w letnich miesiącach…?

Jakiś niecierpliwy facet z brodą trąbił jak szalony, bo światło wskoczyło na zielone. 

“Dobra, dobra dzikusie!” – syknęła ze złością i pokazała mu środkowy palec. Opony ruszyły z piskiem.

Wróciła dość późno. Damian czekał z kolacją. Stół schludnie zastawiony, a na środku ta jego przepyszna sałatka. 

” Nie mogłem znaleźć świeczek” – rzucił mimochodem.

” Może to i lepiej…jestem padnięta”.

Przyglądał się jej z jakimś zastanowieniem. Zaczęła opowiadać o pisarzu, którego właśnie poznała. Zrobiło się trochę sztywno.

” Dałem rybkom jeść”- powiedział

” Dzięki…” 

Popatrzyła mu w oczy.

Miał taki niespotykany kolor, zgaszona zieleń mchu leśnego…Często gubiła się w tych jego oczach, tak jak błądzący w lesie. 

Czasem musieli wygrzebywać się razem z tej zapaści przywołując nagle jakiś żart…

” Nie smakuje?” – dopytywał o sałatkę.

” Jest super! Tylko jestem taka śnięta jak te moje rybki… chyba pójdę spać. Dobranoc”

Damian został jeszcze przy stole. Pochylony nad telefonem pisał coś. Popatrzyła na jego plecy…Pewnie wysyłał coś Ewelinie…

 “Dobrze, że nie znalazł tych świeczek”- pomyślała z zazdrością.

16 miesięcy wcześniej przyjechał do niej z grupą znajomych. Wszyscy byli  kolegami po fachu. Aleksandra zaprosiła ich na 3 dni. Mieli wspólnie skończyć projekt. Nie znali się przedtem. Rozpoczęli współpracę online.

Przyjechali z daleka, czekała na nich z kolacją i z dużą niecierpliwością. 

Szczególnie ciekawa była Danki, bo to z nią miała najwięcej kontaktu. Polubiła ją nawet  na odległość.

Dotarli na miejsce późno. Wnosili paczki i paczuszki… jedna  po drugiej. Danka rzuciła się jej na szyję wołając:

” Nareszcie Cię poznam !”

Damian wszedł ostatni. Stanął w rogu korytarza i czekał na swoją kolej. Uścisnęli się zdawkowo prawie na siebie nie patrząc. 

Był szefem ich firmy, ale wydał się Aleksandrze mocno wycofany, trochę może za bardzo.

Potem dopiero okazało się, ile to naprawdę do powiedzenia w firmie miała Danka.!..

Dość szybko odczuła jej niechęć bardzo mocno.

Teraz jednak Damian przyglądał się Aleksandrze uważnie,  kiedy to Danka wręczała jej prezent najwyraźniej  wspólnie dla niej wybrany. Była to plisowana granatowo- czerwona apaszka w białe kropki. Spodobała się Aleksandrze. Ucałowała serdecznie Dankę.

” Dziękuję! To niepotrzebne…ale piękna!”

Sama była jakaś podenerwowana, dziwnie podniecona ich przyjazdem i w tempie ekspresowym oprowadziła ich po domu, rozdała ręczniki, pokazała co i jak. 

Był w tym jakiś dziwny pośpiech, chęć usunięcia się na bok, jakieś niezrozumiałe zażenowanie. Znikąd rodem. Widziała, że to zauważyli, ale nie potrafili ocenić. Ona, prawdę mówiąc,  też nie.

Oddała im swój dom do użytku, a sama poszła spać do Jerzego, swojego faceta.

Po czasie zdała sobie sprawę z tego, że już po tych pierwszych 7 sekundach Damian i ona czuli silną, nieuświadomioną więź.

Po  trzech dniach jej goście zbierali się do wyjazdu. Pożegnali się serdecznie…. Damian wychodził ostatni i ściskając dłoń Aleksandry powiedział: 

“Mam nadzieję, że tu jeszcze wrócę”.

I wrócił.

Zanim wyjechali spędziła z nimi dwa wesołe wieczory. Grupa była zgrana, znali się jak łyse konie, a Aleksandra czuła się dobrze w ich towarzystwie. Była muzyka, wino, zakąski, anegdoty, dużo śmiechu. Przywodziła im Danka.

Aleksandra dowiedziała się mimochodem, że Damian i Danka byli 7 lat parą, aż on dał się uwieść Ewelinie…Danka ma teraz nowego faceta i uwielbia uprawiać z nim seks….Damian  jest już parę lat z dużo od siebie młodszą Eweliną…

Aleksandra przedstawiła im Jerzego i okazało się, że Danka była w stanie nawet i jego rozbawić…A to niełatwe zadanie.

Zabawa trwała, suto zakrapiana alkoholem… Aleksandra postanowiła podlać ogród. Był gorący czerwcowy wieczór, więc roślinki dopominały się swego. Damian wyszedł za nią do ogrodu.

” Mam ja podlać?” – spytał

” O nie! Ja to uwielbiam robić!”

Siadł na kanapie i palił papierosa patrząc jak Aleksandra się krząta…

W ogóle to dużo palił, mało pił. 

Czekał aż siądzie przy nim. 

To była ich pierwsza, długa rozmowa. Mówili o pasjach, które profesjonalnie dzielili. Dopełniali się w rozmowie, rozpalali i nie zwracali uwagi na rozbawioną resztę. Zresztą ci bawili się stokrotnie. 

Wtedy właśnie, tego wieczoru, na tej ogrodowej kanapie połączył ich pomysł kolejnego wspólnego projektu. Z tą tylko różnicą, że mieli go zacząć we dwoje.

Konkretna  propozycja padła dopiero z inicjatywy Aleksandry parę dni po ich wyjeździe, wysłana ot,  tak – messengerem.  Damian zgodził się szybko,  jakby na to czekał. Przecież miał wrócić… 

Po trzech miesiącach od pierwszej wizyty przyleciał do Aleksandry na parę dni. 

David Hockney, “Staw jesienią”, 2020

Kiedy wracali z lotniska omówili skrupulatnie program pobytu wypełniając go dużą ilością godzin na zadania merytoryczne…

Musi być praca na maksa!

Ich kontakt był od początku dziwnie pozbawiony tematów tabu, nabrzmiały codziennością nietypową dla ludzi znających się parę dni.

Bardzo dużo rozmawiali, Damian opowiadał jej chętnie o sobie, ona była w tym bardziej wstrzemięźliwa, ale szczera.

Koncepcja projektu nabierała kształtów.

Któregoś dnia Aleksandra poprosiła, żeby Damian usiadł na kanapie i wcisnęła mu czerwonego pisaka w dłoń. Spojrzał pytająco.

” Słuchaj – powiedziała – poumawialiśmy się na różne sprawy ale…musimy to przypieczętować jak Indianie!”

“To znaczy?”

” To znaczy, że narysujemy krew na przegubach dłoni…o tak…no dawaj…o! no daj rękę!”

” I co dalej?”

” I teraz…krwią przypieczętujemy nasze postanowienia…o tak!…co? 

Popatrz mi prosto w oczy…To zobowiązuje” – śmiała się głośno. 

Zaczęła go przyduszać poduszką tak ” na niby” wydając przy tym dźwięki niby wódz Apaczów.

Wtedy dopiero tak naprawdę zobaczyła w jego oczach tę zieleń lasu. I pewnie od wtedy już była zagubiona w jego głębinie…

Damian przyjeżdżał do Aleksandry regularnie, czasem nawet raz w miesiącu. I zostawał na 10 dni.

Gdyby wtedy wiedziała ile kosztowały go różnego typu obietnice składane Dance…że tak dla firmy te wyjazdy mają duże znaczenie! Albo te, które słyszała jego Ewelina…że i dla niej będzie miejsce w projekcie. Dziewczyna była młodziutka, szukała szans na przebicie się…trochę dźwigał ją na swoich plecach.

Aleksandra nie wiedziała, czy Damian  tak pokochał jej dom, czy tak dobrze w nim odpoczywał? 

Bo przejmował się mrówkami w przybudówce, albo

pomagał w remoncie ogrodu. W każdym razie dobrze się zawsze wysypiał.  

Kiedyś wchodzili właśnie do domu po powrocie z lotniska i Damian nawet bez zdjęcia płaszcza spojrzał na wazon z kwiatami i bez słowa zmienił im wodę. Po czym zapytał:

” Zrobić kawę?”.

Aleksandra lubiła go podglądać. Ukradkiem robiła mu zdjęcia…kiedy spał na kanapie, kiedy siedział odprężony w słońcu, kiedy rozmawiał przez telefon, kiedy robili zakupy w supermarkecie, a on nie wiedział co wybrać…

Damian z kolei miewał odruchy spontanicznej naturalności,  kiedy całował ją w czoło podczas pracy,  obejmował wpół gdy zapełniała zmywarkę do naczyń albo kiedy rozmawiając przez telefon bawił się  jej stopą jakby ta stopa była jego własnością…

Oboje wiedzieli jak daleko mogą się posunąć. 

Aleksandra musiała się zmuszać do stawiania granic intymności i to powodowało w niej podświadome rozdrażnienie. 

Damian, choć pewnie mógłby ją złamać,  cofał się na czas.

Nie sypiali ze sobą, chociaż oboje odczuwali dużą intymność w obcowaniu ze sobą. 

Poszukiwali się nawzajem, jednocześnie funkcjonując w świecie rzeczywistych, codziennych kontaktów: on z Eweliną, ona z Jerzym. Nie kryjąc tego zupełnie.

Ten ich wspólny świat, w dużym, przytulnym domu Aleksandry,  był jakimś światem alternatywnym, światem z “Małego Ķsięcia”, światem uplecionym w sytuację niezwykłą i jednocześnie prozaicznie codzienną. 

Projekt posuwał się wolno. Chyba oboje czuli, że staje się ordynarnym pretekstem. 

Niemniej jednak miał dla nich obojga status pełnego szans i odkrywczego przedsięwzięcia. Traktowali to profesjonalne wyzwanie, którego się podjęli wyjątkowo poważnie i jako absolutnie godne zrealizowania.

” Tak kochanie…” czasem tak mówił, kiedy dyskutowali zażarcie siedząc na podłodze w salonie. Lubili siedzieć blisko siebie na miękkim dywanie. 

Ona chłonęła te jego słowa nie dając po sobie poznać, że nigdy to słowo nie miało w jej odczuciu tyle aksamitu, nigdy nie powodowało reakcji fizjologicznych…

Nawet potem, kiedy Damiana już nie było…

Parę razy wypowiedziała je do niego sama…choć zawsze żartem…a potem w głębi duszy żałowała, że nie potrafi inaczej.

Zrobiła kiedyś zdjęcie szklanki kawy stojącej na jej stoliku w salonie,  niedopitej…czegoś tak typowego dla niego.

Chciała go zatrzymać utrwalając magię wielu momentów… w telefonie…

Aleksandra nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku i na bok i nagle zdecydowała.

“Znajdę te cholerne świeczki!”

Zeszła na dół. 

Damian siedział ciągle przy stole i palił papierosa. 

“Czemu nie śpisz?…kochanie?”- miało to zabrzmieć żartobliwie, jak zwykle.

Damian spojrzał na nią niewidzącymi oczami. 

Tymi jej kochanymi oczami. Usiadła koło niego na krześle.

” Zapalimy świeczkę? Chcesz?”

” Chcę…ale jutro muszę wyjechać.”

” A projekt?”- wykrztusiła po chwili

Damian objął ją ramieniem. Długo milczał. Ona poddała się jego uściskowi i tak siedzieli.

” Musiałem wybrać…moje życie jest tam, chociaż chyba jestem teraz dla Ciebie najbliższym człowiekiem na świecie”…

“Tam…” – powtórzyła 

Doskonale wiedziała co to jest “tam”. 

Od początku bała się tego “tam”. Zawsze oboje byli świadomi tego, że ona jest “tu”, a on “tam”. Aż za bardzo…

Teraz to “tam” ich prześcignęło, wreszcie wyprzedziło, pokonało. Dobiegło do mety. Doskonale o tym wiedzieli.

Wtedy, przy stole przyjęła to spokojnie, chociaż nie spodziewała się, że ten moment nastąpi właśnie teraz.

“Szerokiej drogi” – powiedziała.

Kiedy następnego ranka wychodził z jej domu nie czuła nic. To było dziwne. Rozumiała, że nie mogło być inaczej. 

Damian objął ją i powiedział:

” Pamiętaj, że tylko Krzysztof jest Twoim prawdziwym przyjacielem.”

A po chwili dodał:

” Rano dałem rybkom jeść, kochanie”.

I wyszedł z jej życia.

*****************************************************

Aleksandrze zdawało się, że wyrzuciła Damiana ze swego świata na dobre. 

Pierwsze miesiące pełne były ordynarnej złości, która wybuchała w niej regularnie. 

Najgorsze jednak było poczucie pustki.

Był Jerzy. Był…

Potem przyszło uczucie żalu za straconą szansą na przeżycie jakiejś pełni.

Kiedy Damian był przy niej bała się bólu utraty, a ten ból pojawił się właśnie teraz i był coraz silniejszy.

Czuła się jak ktoś, kto z uporem maniaka odmówił sobie najlepszej wersji samej siebie.

Wiedziała, że Damian nie myśli inaczej.

Choć miewała regularnie wątpliwości. Potrzebowała wiedzieć. 

Potrzebowała go usłyszeć, przekonać się.

I tylko tyle. To jej wystarczyło.

Chęć kontaktu stała się tak silna, że po roku odważyła się wykręcić jego numer. 

Wiedziała, że on nie zadzwoniłby pierwszy.

Rozmawiali długo, ostrożnie…ale było w tym dużo pokory i jakiejś ciszy. Może leśnej…

Poczuła jak bardzo brakowało jej tego głosu.

Powiedziała tylko:” Cenię ten czas”

Damian w odpowiedzi rzucił mimochodem:

” Alex…jak chcesz…to możemy skończyć ten projekt… Nie lubię spraw niedomkniętych…”

Poczuła ulgę, że to wszystko nie było tylko jej  projekcją…

“Zobaczymy. Trzeba to przemyśleć”- odpowiedziała z namysłem. 

Tylko na to było ją stać w tym momencie.

 I wbrew sobie nie dodała :

“Teraz to już mogę zgubić się w tym lesie, kochanie. Już się Ciebie nie boję”.

                                  KONIEC

20.07.2021 Stockholm

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: