September 25, 2021

Anna Wyroślak/ Odkryłam, że jestem w stanie sprawić radość swoim szyciem również innym kobietom.

7 min read

Odkąd pamiętam tworzenie ubrań wzbudzało moje zainteresowanie. Już będąc  dzieckiem zapragnęłam, żeby moje lalki miały ubranka, które im zrobię. Przystrajałam je więc  na mnóstwo różnych sposobów: w kwiaty, liście, tkaniny, czy bibuły. Przez wiele lat nie  zdawałam sobie sprawy, że to, co kreuje moja wyobraźnia to dar. Świadomość obudziła się we mnie, gdy kilka lat temu doznałam urazu dłoni. Zrozumiałam wtedy, że tym wydarzeniem  jakaś siła uświadamia mi to , czym mogę się zajmować, co będzie mnie wyrażać. Wybrałam spełnianie się w tworzeniu ubrań z kilku powodów. Nie bez znaczenia  zapewne pozostaje fakt, że krawiectwo od zawsze funkcjonowało w moim rodzinnym domu.  Dzięki mojej babci i mamie mogłam cieszyć się ubraniami jedynymi w swoim rodzaju.  Chociaż wtedy przymiarki wydawały mi się koszmarem, to pamiętam, jaka byłam  szczęśliwa, gdy koleżanki pytały się, gdzie kupiłam bluzkę, czy spodnie. A ja z dumą  odpowiadałam : „mama mi uszyła”, cudowne uczucie. Moja mama była samoukiem i  widziałam, ile wkładała serca w to, żebym mogła mieć coś innego, tylko dla mnie. Bardzo się  starała, czasami nawet sąsiadki były zaangażowane w pomoc, jeśli mama nie umiała czegoś  skroić. Terkot maszyny do szycia mojej babci to nieodzowny dźwięk mojego dzieciństwa,  zresztą zachowałam ją do dzisiaj. Można więc powiedzieć, że wyssałam tę pasję z mlekiem  matki. Mama ubierała mnie, a ja swoje lalki. Co prawda czasem odbywało się to kosztem  garderoby mojej mamy i połamanymi igłami w maszynie, ale nie poddawałam się. Chciałam,  żeby moje lalki były szczęśliwe jak ja. Fascynowały mnie także czarno-białe fotografie mojej  babci, mogłam na nich podziwiać pięknie ubrane panie w kapeluszach. Miały w sobie w sobie  nieodparty urok i elegancję.  

Gdy dorosłam zaczęłam szyć, nie tylko dla siebie. Radość była podwójna. Odkryłam, że jestem  w stanie sprawić radość swoim szyciem również innym kobietom. 

Podstawy wiedzy na temat krawiectwa i powstawania ubrań zdobyłam w szkole, ucząc  się szycia na miarę. Było to ponad dwadzieścia lat temu. Przez ten czas z krótszymi i dłuższymi  przerwami pogłębiałam swoje umiejętności i zdobywałam nowe. Pilnie śledziłam wszystkie  nowinki w tej profesji. W dużej mierze była to wiedzą techniczna. Odzwierciedlałam wzory  dopasowując do sylwetek klientek. Ale czułam ciągły niedosyt, chciałam czegoś więcej.  Czegoś, co wypływa z mojej wyobraźni. Zaczęłam więc stopniowo realizować swoje projekty.  Na to, żebym zaczęła tworzyć, musiał przyjść odpowiedni moment. I ku mojej radości – przyszedł. Byłam wtedy w bardzo trudnej sytuacji życiowej i zdawało mi się , że świat legł w  gruzach nie dając mi szansy na cokolwiek. Te trudne osobiste doświadczenia, jakich doznałam, zaczęły we mnie rodzić potrzebę kreowania własnych pomysłów. 

Uwielbiam ten moment, kiedy przychodzi natchnienie. Jest niesamowity, tym bardziej,  że pojawia się niespodziewanie. Ale, czy mogę sprecyzować, kiedy pojawi się wena? Nie sądzę.  Może spróbuję najpierw określić, czym dla mnie jest. W moim odczuciu  to chwila, kiedy bez głębszego zastanawiania się pozwalam ponieść się impulsowi. To czas,  kiedy zamykam na chwilę oczy, a potem moje dłonie tworzą coś, co mam w swojej wyobraźni.  Kolor, forma, przekaż spotykają się w jednym miejscu. Myślę, że wena jest wypadkową emocji,  jakich doświadczam. Nie potrafię określić, kiedy przyjdzie „ten” czas. To zmienne i  nieprzewidywalne. Nie do zaprogramowania.  

Gdy rozpoczynałam naukę w krawiectwie , dostawałam coraz trudniejsze rzeczy do  wykonania, wymagające wyobraźni i precyzji. Pani profesor skutecznie zaszczepiła we mnie  chęć poszerzania swoich umiejętności nabytych w domu i szkole. Nadal więc dążę do rozwoju, nie poprzestając na jednej koncepcji, stawiam sobie nowe wyzwania na mapie mojego  spełnienia. Swoje talenty staram się rozwijać wielokierunkowo.  

Jedną ze ścieżek jest pogłębianie warsztatu czysto krawieckiego. Stałe uczę się czegoś  nowego. Wychodzę z założenia, że stojąc w miejscu, cofam się. A projektowanie zaczęłam od  prostych rzeczy, stopniowo przesuwając sobie wyzwania. Najpierw były torby, pasy, ozdoby  na rękę lub szyję. Później przyszedł czas na gorsety i suknie (ślubne, wieczorowe, nowoczesne).   Chcąc rozwijać i poszerzać swoje umiejętności, stosuję różnorodność przy doborze  technik wykonania i materiałów. Szukam takich, które odzwierciedlą to, co mi w duszy gra. Wachlarz możliwości jest olbrzymi. Korzystam z tego. Uwielbiam tworzyć z koronek, ale w  moich pracach można również odnaleźć sznurek, drewno, liście, szklane koraliki i metalowe  elementy. Z tkaninami jest podobnie. Stosuję różnorakie, od cięższego aksamitu do tych  najbardziej zwiewnych i lekkich jak piórko. Kolejna ścieżka to poszerzanie warsztatu  rękodzielniczego, najbardziej pracochłonnego, ale bardzo efektownego. Haftowanie,  ozdabianie koralikami, cekinami i innymi dodatkami to techniki również obecne w mojej  pracowni.  

Inspiracje czerpię z otoczenia, są wszędzie. Myślę, że w dużej mierze za sugestię  odpowiada to, na co w danym momencie są wyostrzone zmysły. Fascynuje mnie natura kobiet,  ich emocjonalność, wewnętrzne piękno. W swojej twórczości często odnoszę się do ich  delikatności, wrażliwości, subtelności. Nie może jednak zabraknąć drugiej strony kobiecości – istoty nasyconej zmysłowością, czasem nawet erotyzującej, czy zbuntowanej. Bardzo duży  wpływ ma na mnie natura, odwołuję się do niej wielokrotnie, to dzięki jej niepowtarzalności  świat jest taki piękny. Jak łatwo zauważyć, motywy kwiatowe są jednymi z moich ulubionych.  Zarówno delikatność ecru, jak i soczystość barw przyrody znajdują duże odzwierciedlenie w moich kolekcjach. Dotykam też aspektu równowagi z planetą w dwojaki sposób. Dając drugie  życie ubraniu i ulegając chęci scalenia się z naturą, zanurzam się w łagodnych kolorach ziemi. Zauważam, jak bardzo są do siebie podobne natura i kobieta. Obydwie jednoczą w sobie coś,  co z pozoru wydaje się nie do połączenia, delikatność z siłą.  

Zawsze byłam pewna, że wybrałam odpowiednią dziedzinę dla siebie. Mój wybór  dodatkowo się ugruntował, gdy zaczęłam tworzyć swoje projekty. Mogę w nich wyrazić swoje  postrzeganie kobiecości, kreować na swój sposób. Od kobiet, które miały na sobie moje dzieła,  dostaję budujące wiadomości typu :”czułam się jak księżniczka w tej sukience”, albo „czułam  się jak w bajce”. To balsam dla mojej duszy.  

Tworzę swoje prace zgodnie ze swoimi odczuciami. To wieloetapowy proces. Czasem  koncepcja pojawia się nagle, pod wpływem impulsu, natychmiast więc przystępuję do  realizacji. Innym razem dojrzewam do pomysłu, czuję wtedy, że jest gdzieś w moich myślach,  ale niemal niedostrzegalnie. Lekki, ledwo widoczny zarys czeka na swój właściwy moment.  Gdy ten nadchodzi, owoc mojej wyobraźni powoli zaczyna nabierać barw i kształtów.  Ewoluuje. Aż do czasu, gdy widzę go w całej okazałości. Pozostaje przenieść go do materialnej formy.  

Chcąc nadać realne kształty temu, co zaistniało w mojej wyobraźni, biorę pod uwagę  mnóstwo czynników. To dobór odpowiedniej tkaniny, techniki wykonania, a także elementów  zdobniczych. Kolejność dalszych prac bywa różna, jest podyktowana technicznymi  wymaganiami. Żeby zobrazować różnice porównam kilka moich projektów.  

A) Sukienka z kolekcji „Sztuka jest kobietą” – w tym projekcie zdecydowałam się na  stworzenie sukienki moją autorską techniką, pomijając standardowe wycinanie poszczególnych  elementów odzieży (zazwyczaj stosowany w krawiectwie).  

Jest tylko płaszczyzna tkaniny, która ma stać się sukienką. I staje się. Zanurzam dłonie w  tkaninie stopniowo nadając jej formę, spośród załamań i draperii wyłania się kształt, jakiego  oczekuję. Po utrwaleniu wszystkich ułożeń przychodzi czas na ręczne ozdabianie całości.  

B) Gorset z kolekcji „Seksapil „ – tu wszystko przebiega zupełnie inaczej. Mnóstwo  elementów wyciętych z kilku warstw po połączeniu tworzy całość. Dopasowywanie gorsetu  może odbywać się za pomocą łączeń każdego z tych elementów. To dzięki nim nadaję  oczekiwaną linię całości. A dodatek w postaci cyrkonii stanowi zupełnie odrębny element  zdobniczy.  

C) Kolejną z sukienek z tej samej kolekcji wykonałam techniką ogólnie przyjętą,  wykrojone części spodu sukienki są ze sobą zszyte. Wymaga jednak nałożenia dodatkowej warstwy starannie wymodelowanego tiulu. Dopiero po ułożeniu w nim wszystkich draperii i  umiejscowieniu w szwach mogę przystąpić do wyszywania ręcznego.  

D) W kolekcji „Pory Roku” w jednym z modeli proces wykonania jest odmienny od  przytoczonych wcześniej. Po wykrojeniu wszystkich elementów potrzebnych do uszycia  całości zeszywam je i przymierzam. Po naszkicowaniu drzewa rozdzielam te części, jedna z  nich stanie się swoistym „płótnem” do stworzenia unikalnego drzewa. Haftuję kontury drzewa,  umieszczam mnóstwo metalowych elementów i szklanych drobnych koraliczków. Gdy jest  gotowe przystępuję do uszycia całości. 

Moja sztuka jest dla mnie bardzo ważna, nie umiem bez niej funkcjonować. Pozwala mi  trzymać się jasnej strony życia. Wielokrotne tylko dzięki niej byłam w stanie przetrwać  najtrudniejszy czas . Zawsze ciągnęła mnie ku górze, nie pozwalając opaść na dno, pomimo  życiowych dramatów. Wyrażam w niej swoje samopoczucie, emocje pozwala mi na  uzewnętrznienie się. Odnajduję siebie w tworzeniu, idę drogą, którą dyktuje mi serce. Jestem  przekonana, że zmierzam we właściwym kierunku. Lubię też inspirować się twórczością  innych artystów. Emocje, jakich doświadczam, sięgając do prac malarzy, poetów, muzyków,  fotografów i innych, pozwalają mi wyznaczyć własną twórczość. 

Moja twórczość jest adresowana do wybranego grona odbiorców, kobiet ceniących  oryginalność. W dużej mierze to suknie, które świetnie sprawdziłyby się na scenie, ślubnym  kobiercu, czy wspaniałej kolacji.  

Publikuję swoje prace na portalach społecznościowych,  Instagram @ana_anja_art_sewing lub na fb. Można je tam obejrzeć i kupić.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: